Blog

2020-11-10T08:00+01:00

O tym jak niewiele potrzeba, by realnie zmienić rzeczywistość wokół nas

Trend dążący do ograniczenia ilości pojazdów spalinowych w miastach, a co za tym idzie poprawienia jakości powietrza oraz wygody życia w dużych skupiskach ludzkich rozpoczął się na długo przed epidemią koronawirusa. Władze Londynu już w 2003 roku wprowadziły opłatę za wjazd samochodem do centrum miasta, z biegiem lat zaostrzając zasady i rozszerzając tzw. „strefę ultra niskiej emisji” (ULEZ). Od tego czasu wiele miast na całym świecie przyjęło podobne zasady, próbując zachęcić swoich mieszkańców do używania bardziej przyjaznych środowisku i zdrowiu człowieka środków transportu, jednocześnie zniechęcając ich do poruszania się prywatnym samochodem.

Restrykcyjne i miejscami uciążliwe prawo największych aglomeracji nie jest niczym dziwnym, kiedy spojrzy się na statystyki dotyczące zanieczyszczenia powietrza. Szkodliwe wyziewy wynikające z transportu odpowiadają za niemal jedną czwartą wszystkich emitowanych gazów cieplarnianych, a zła jakość powietrza jest obecnie czwartym najczęstszym powodem śmierci na świecie, odbierając życie 6 milionom osób rocznie. W samym tylko Londynie w 2010 roku była ona powodem 9000 przedwczesnych zgonów.

Globalna pandemia, lockdown oraz zastój w gospodarce sprawiły, że świat po raz pierwszy od wielu lat wziął głęboki oddech i na chwilę zwolnił.

U wybrzeży Hong Kongu pojawiły się znów delfiny, mieszkańcy indyjskich miast mogli po 30 latach zobaczyć oddalone szczyty Himalajów, a kłęby gryzącego smogu nad wielkimi aglomeracjami na chwilę przepuściły promienie słońca. Burmistrz Londynu Sadiq Khan poinformował, że w ciągu ostatnich miesięcy z powodu mniejszego ruchu ulicznego, ilość toksycznego powietrza nad miastem spadła miejscami nawet o 50%. Piorunujący i natychmiastowy ekologiczny efekt chwilowego letargu w jakim znalazł się świat w czasie pandemii pokazał jak niewiele potrzeba, by realnie zmienić rzeczywistość wokół nas. Na całym świecie z zaistniałej sytuacji wyciągnięto wnioski i podjęto zdecydowane kroki – władze włoskiego Milanu zapowiedziały, że nie zamierzają wracać do przedpandemicznych standardów zanieczyszczenia i nakazały zmniejszenie liczby miejsc parkingowych, poszerzenie chodników i wybudowanie nowych ścieżek rowerowych w mieście. W podobnym tonie wypowiedział się burmistrz Londynu: „niższy poziom zanieczyszczenia musi utrzymać się nawet po pandemii”.

Jak zatem oczyścić, udrożnić i uatrakcyjnić duże miasta? Transport współdzielony może być jednym z rozwiązań. Samochody elektryczne, skutery, hulajnogi i rowery na minuty w połączeniu z komunikacją miejską stanowią wygodną i zdrową alternatywę dla prywatnych aut, które siłą wypierane z miast, stają się coraz bardziej nieopłacalne i niewygodne. Teraz, kiedy praca zdalna stała się nowym standardem, a młodzi ludzie cenią sobie elastyczność i swobodę poruszania, własny pojazd może okazać się niepotrzebnym i kosztownym balastem. Z pomocą przychodzi usługa kryjąca się pod akronimem MaaS (Mobility as a Service), łącząca wszystkie środki transportu współdzielonego, komunikację miejską, planer podróży oraz system płatności za te usługi w jednej, zintegrowanej z miastem aplikacji. Nie jest to technologia przyszłości – pierwsze takie inicjatywy powstały już kilka lat temu w Skandynawii, a w 2019 roku w Berlinie wprowadzono aplikację Jelbi, która sterowana przez berliński zarząd transportu miejskiego (BVG) integruje wszystkie – publiczne i prywatne – środki transportu współdzielonego. Od tego czasu zainteresowanie tą inicjatywą wyraziły także miasta Monachium, Zurych, Berno i Bazylea zlecając zaprojektowanie ich lokalnego odpowiednika berlińskiego Jelbi.

Szacuje się, że do 2025 roku roku rynek MaaS osiągnie wartość około $230 miliardów osiągając skumulowany roczny wskaźnik wzrostu (CAGR) rzędu 32%. Pojawienie się elektrycznych samochodów, hulajnóg, skuterów na minuty, taksówek P2P takich jak Uber i aplikacji agregujących te środki transportu otworzyło przed nami możliwości, które kilka lat temu wydawały się zupełną abstrakcją. Motorem napędowym tego globalnego trendu są także pojazdy autonomiczne, które w niedalekiej przyszłości mogą kompletnie zrewolucjonizować sposób w jaki poruszamy się po mieście . Postęp technologiczny, inicjatywy „smart city” i stale rosnąca urbanizacja sprawią, że w niedługim czasie technologia MaaS stanie się nie tylko optymalnym – ale i koniecznym – sposobem przemieszczania się.

„Wybuch pandemii przyspieszył zmiany, które były widoczne na rynku MaaS już od jakiegoś czasu. Wielkość i różnorodność rynku związanego z przemieszczaniem się ludzi powoduje, że zaspokajanie ich potrzeb i jednoczesne zachowanie rentowności wymaga otwartej i elastycznej współpracy pomiędzy różnymi podmiotami działającymi na rynku. Coraz więcej firm działających w obszarze MaaS jest tego świadomych i aktywnie szuka współpracy w celu optymalizacji kosztów (np. w obszarze systemów IT) i wspólnego tworzenia wartości dodanej dla klientów. W przyszłości kluczowe dla zapewnienia rentowności i jednocześnie satysfakcji klienta będą zaawansowane, i drogie, rozwiązania wykorzystujące modele predykcyjne i innowacyjne narzędzia do planowania tras. MaaS to przede wszystkim technologia” – mówi dr inż. Radosław Nielek, dyrektor ds. B+R w Vooom.

Idealną wizją przyszłości jest harmonijna, organiczna współpraca władz miasta i prywatnych operatorów transportu współdzielonego, tak by te dwa podmioty stworzyły niejako jeden miejski ekosystem. Szacuje się (IPSOS), że prywatny samochód jest używany przez około 63 minuty dziennie, a przez 67 dni rocznie nie jeździ się nim wcale – sprawia to, że auto przez 97% czasu stoi bezczynnie. Kiedy miasta w pełni zintegrują się z aplikacjami MaaS potrzeba posiadania własnego pojazdu zaniknie – okaże się on mniej wygodną oraz bardziej kosztowną alternatywą. Dzięki temu z ulic znikną korki, poszerzona zostanie przestrzeń dla pieszych, jakość powietrza znacznie się poprawi – miasto zostanie „zwrócone” jego mieszkańcom.

W obecnych czasach to korporacje wyznaczają rytm życia dużych miast. Rano o godzinie 7 tysiące samochodów wyjeżdżają na ulice, by dowieźć ludzi do pracy. Tworzą się gigantyczne korki, a w niebo wzbijają się chmury gryzących spalin. Ta sama sytuacja powtarza się po południu, gdy zmęczeni ciężkim dniem pracownicy wracają do domów. Z danych wynika, że w Polsce aż 70% samochodów należy do firm – to czyni korporacje w dużej mierze odpowiedzialnymi za złą jakość powietrza i korki w miastach. Lepszą alternatywą dla kosztownej i nieekologicznej firmowej floty może okazać się pakiet miesięcznej subskrypcji na aplikacje MaaS w formie benefitu dla zatrudnionych. Pracownik co miesiąc otrzymywałby ustaloną kwotę do wydania na dowolny transport współdzielony w ramach danej aplikacji. Tym sposobem pracodawca mógłby drastycznie obniżyć koszty zapewnienia dojazdu pracownikom do biura oraz parkingu, a miasto pozbyłoby się niechcianych spalin i aut. Ponadto, organizacje świadomie prowadzące proekologiczną politykę korzystają wizerunkowo – konsumenci chętniej wybierają marki kierujące się misją oraz społeczną odpowiedzialnością.

Globalna pandemia pokazała jak niewiele potrzeba, by wywrzeć realny i natychmiastowy wpływ na kondycję naszej planety. Mamy już niezbędną technologię, aby wyeliminować spalinowe samochody z miast. Aplikacje MaaS takie jak Vooom, Jelbi, czy Trafi sprawiają, że porzucenie własnego auta na rzecz transportu współdzielonego jest proste, wygodne i nie zmusza użytkownika do żadnych kompromisów. Kierujące się świadomą proekologiczną polityką władze miast i firmy coraz chętniej współpracują z rynkiem Mobility as a Service, a dla młodego pokolenia pojazdy wynajmowane na minuty nie są już niczym dziwnym – mamy wszystkie potrzebne narzędzia i możliwości, by oczyścić i zmienić świat. Wyciągnijmy naukę z ostatnich miesięcy i nie pozwólmy, by duszące spaliny, gigantyczne korki i zanieczyszczenie powietrza na powrót stały się przykrą codziennością.

billboard Decision Time

Ten billboard pojawił się w Bristolu - stawiając wyzwanie przyszłości. Czy skłania do myślenia?

Według raportu Agencji badawczej Samar Rynek aut osobowych w Polscem wczoraj i dziś (2000 vs 2020) - udział firm w rejestracji nowych zwiększył się z 4,6% do 70,3%! Wszystko wskazuje na to, że to firmy/pracodawcy mają szansę odegrać olbrzymią rolę w poprawie jakości życia w miastach. Może jednak miasta budowane są dla ludzi a nie dla samochodów.

Ostatnie wpisy